U nas na razie bez zmian. Minęły dwa cykle. Jeden przypadł nam na wakacje i myślałam, że może zgodnie z teorią "wakacyjnego wyluzowywania" jednak coś się zadzieje. Potem był cykl jak cykl. W sumie wiele prób a efektów żadnych. W miniony wtorek byliśmy jeszcze raz u urologa żeby sprawdzić ponownie czy wszelkie bakterie poszły precz od mojego chłopaka. Lekarz pokazując nam przez mikroskop biegające plemniczki, doradził puścić do jednego oko :-) co też uczyniliśmy. Badanie wykazało, że bakterie jeszcze śladowo występują. W poniedziałek mają być dokładne wyniki. Również w poniedziałek ja idę do ginekologa aby porozmawiać o dalszych planach w naszej sprawie. Nie wiem czy monitorowanie owulacji wchodzi u tej lekarz w rachubę ale wydaje mi się to rutynowym badaniem, z którym nie muszę biegać jeszcze do kliniki bezpłodności.
Czekamy do końca roku na to co uda się zrobić tutaj czyli na niemieckiej ziemi.
Jeśli nic to od stycznia zaczynamy starania w Polsce. To już postanowione. Czas mnie goni. 37 lat mi stuknęło i zaczynam coraz poważniej rozważać invitro.
Nie ma raczej nic radosnego do oznajmienia z mojej strony. Nie mniej jednak radują mnie wszelkie informacje o ciążach moich serdecznych koleżanek jak i dziewczyn prowadzących blogi. Nie mam jeszcze ciążowstrętu :-) i jakoś nie podejrzewam, żeby kiedykolwiek coś takiego zawładnęło moim umysłem.
Trzymajcie się!
Czekamy do końca roku na to co uda się zrobić tutaj czyli na niemieckiej ziemi.
Jeśli nic to od stycznia zaczynamy starania w Polsce. To już postanowione. Czas mnie goni. 37 lat mi stuknęło i zaczynam coraz poważniej rozważać invitro.
Nie ma raczej nic radosnego do oznajmienia z mojej strony. Nie mniej jednak radują mnie wszelkie informacje o ciążach moich serdecznych koleżanek jak i dziewczyn prowadzących blogi. Nie mam jeszcze ciążowstrętu :-) i jakoś nie podejrzewam, żeby kiedykolwiek coś takiego zawładnęło moim umysłem.
Trzymajcie się!