piątek, 25 października 2013

bez zmian

U nas na razie bez zmian. Minęły dwa cykle. Jeden przypadł nam na wakacje i myślałam, że może zgodnie z teorią "wakacyjnego wyluzowywania" jednak coś się zadzieje. Potem był cykl jak cykl. W sumie wiele prób a efektów żadnych. W miniony wtorek byliśmy jeszcze raz u urologa żeby sprawdzić ponownie czy wszelkie bakterie poszły precz od mojego chłopaka. Lekarz pokazując nam przez mikroskop biegające plemniczki, doradził puścić do jednego oko :-) co też uczyniliśmy. Badanie wykazało, że bakterie jeszcze śladowo występują. W poniedziałek mają być dokładne wyniki. Również w poniedziałek ja idę do ginekologa aby porozmawiać o dalszych planach w naszej sprawie. Nie wiem czy monitorowanie owulacji wchodzi u tej lekarz w rachubę ale wydaje mi się to rutynowym badaniem, z którym nie muszę biegać jeszcze do kliniki bezpłodności.
Czekamy do końca roku na to co uda się zrobić tutaj czyli na niemieckiej ziemi.
Jeśli nic to od stycznia zaczynamy starania w Polsce. To już postanowione. Czas mnie goni. 37 lat mi stuknęło i zaczynam coraz poważniej rozważać invitro.
Nie ma raczej nic radosnego do oznajmienia z mojej strony. Nie mniej jednak radują mnie wszelkie informacje o ciążach moich serdecznych koleżanek jak i dziewczyn prowadzących blogi. Nie mam jeszcze ciążowstrętu :-) i jakoś nie podejrzewam, żeby kiedykolwiek coś takiego zawładnęło moim umysłem.
Trzymajcie się!

2 komentarze:

  1. nam wakacje tez nie pomagały.. anie te ubogie w kraju, ani te lepsze za granica..

    ciazowstretu i dzieciowstretu tez nie mialam. 37 lat to czas na decyzję. trzymam kciuki za Waszą. obojetnie czy to bedzie in vitro, czy adopcja - bedziecie wspaniałymi rodzicami!!

    nieustająco trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  2. Dołączam do grona kibicujących i trzymających kciuki za Wasz projekt :) Nie poddawajcie się i pamiętajcie, że - tak jak pisze powyżej moja przedmówczyni - są też inne opcje oprócz rodzicielstwa biologicznego :)

    OdpowiedzUsuń