... "Opowiadania terapeutyczne o niepłodności".
Czytam coraz więcej blogów dziewczyn, które walczą albo wygrały z niepłodnością. Czytam też blogi dziewczyn, które wybrały inną drogę aby pokonać niepłodność i zdecydowały się wraz ze swymi partnerami na adopcję. Ile blogów, tyle historii, ile emocji, tyle łez i wzruszeń. Ile pytań... hm... no właśnie ... nie zawsze tyle samo odpowiedzi.
Dodatkowe historie z życia wzięte trafiły od mnie od Promesy, która przesłała mi w ramach akcji "podaj dalej" książkę Bogdy Pawelec "Opowiadania terapeutyczne o niepłodności".
Przeczytałam tę książeczkę w niecałą dobę. Z wypiekami na twarzy, z łezką w oku kręcącą się przy finałach, parę opowiadań przeczytaliśmy z P razem na głos.
Zostałam naprowadzona. Nie wiem czy na dobry trop ale na pewno potrzebny. Dziś wiem, że jest przede mną droga do wykonania, której chyba nie planowałam. Owszem... podążam od dawna podobnymi szlakami, analizuję siebie, swoje postępowanie, wybieram się czasem w podróże do przeszłości, obserwuję siebie w różnych latach mego życia i podglądam małą dziewczynkę, potem dziewczynę aby dojść do okresu szalonej młodości aż do dziś. Staram się już od lat śledzić gdzie były upadki, złamania, załamania, rozczarowania, zgryzoty, nieszczęścia. Kiedy natomiast moje życie obfitowało w radość i szczęście, w nieopisane przygody. Doceniam wszelkie przyjaźnie, doświadczenia i inicjacje. Jestem sobą i lubię siebie taką jaka jestem. Wydawało mi się, że od dawna jestem pogodzona z tym co było i dlaczego tak a nie inaczej mnie ukształtowało. Ale po "Opowiadaniach..." coś się otwiera, coś nakazuje skierować nasze myśli tam, gdzie jeszcze nie były.
Dziękuję Ci Promeso, że tak szybko udało Ci się przekazać mi ten dar. Dotarł do mnie bowiem w dniu, gdy dowiedzieliśmy się, że z cyklu monitorowanego nie wyszło nic. Nie było z tego wielkiej tragedii choć ból w sercu jak co miesiąc dopadł mnie i sprawił, że świat na chwilę był beeee.
Staramy się walczyć dalej jak wiele z Was, których słowa czytane codziennie krzepią mnie, edukują i dodają otuchy utwierdzając w przekonaniu, że nie jestem sama. Wierzę, że cud będzie nas kiedyś także dotyczył i nie raz jeszcze wylejemy tutaj łzy szczęścia. Bo przecież Agnieszka też kiedyś pisała..." (...)Od ok pół roku noszę też na ręce czerwoną bransoletkę. Zwykły sznureczek, ale czerwony. I choć sama śmiałam się z osób, które wiążą w wózku dziecka, medalik z Matką Boską na czerwonej wstążce… to teraz już rozumiem. Wiem, że czasem chwytamy się rzeczy, w które sami nawet nie do końca wierzymy. Dlaczego? Bo jeśli nie zaszkodzą to może pomogą?? Bo tonący brzytwy się chwyta.
P.s. Teraz książeczka w ramach akcji "podaj dalej" poleci to Wężona :-)
Czytam coraz więcej blogów dziewczyn, które walczą albo wygrały z niepłodnością. Czytam też blogi dziewczyn, które wybrały inną drogę aby pokonać niepłodność i zdecydowały się wraz ze swymi partnerami na adopcję. Ile blogów, tyle historii, ile emocji, tyle łez i wzruszeń. Ile pytań... hm... no właśnie ... nie zawsze tyle samo odpowiedzi.
Dodatkowe historie z życia wzięte trafiły od mnie od Promesy, która przesłała mi w ramach akcji "podaj dalej" książkę Bogdy Pawelec "Opowiadania terapeutyczne o niepłodności".
Przeczytałam tę książeczkę w niecałą dobę. Z wypiekami na twarzy, z łezką w oku kręcącą się przy finałach, parę opowiadań przeczytaliśmy z P razem na głos.
Zostałam naprowadzona. Nie wiem czy na dobry trop ale na pewno potrzebny. Dziś wiem, że jest przede mną droga do wykonania, której chyba nie planowałam. Owszem... podążam od dawna podobnymi szlakami, analizuję siebie, swoje postępowanie, wybieram się czasem w podróże do przeszłości, obserwuję siebie w różnych latach mego życia i podglądam małą dziewczynkę, potem dziewczynę aby dojść do okresu szalonej młodości aż do dziś. Staram się już od lat śledzić gdzie były upadki, złamania, załamania, rozczarowania, zgryzoty, nieszczęścia. Kiedy natomiast moje życie obfitowało w radość i szczęście, w nieopisane przygody. Doceniam wszelkie przyjaźnie, doświadczenia i inicjacje. Jestem sobą i lubię siebie taką jaka jestem. Wydawało mi się, że od dawna jestem pogodzona z tym co było i dlaczego tak a nie inaczej mnie ukształtowało. Ale po "Opowiadaniach..." coś się otwiera, coś nakazuje skierować nasze myśli tam, gdzie jeszcze nie były.
Dziękuję Ci Promeso, że tak szybko udało Ci się przekazać mi ten dar. Dotarł do mnie bowiem w dniu, gdy dowiedzieliśmy się, że z cyklu monitorowanego nie wyszło nic. Nie było z tego wielkiej tragedii choć ból w sercu jak co miesiąc dopadł mnie i sprawił, że świat na chwilę był beeee.
Staramy się walczyć dalej jak wiele z Was, których słowa czytane codziennie krzepią mnie, edukują i dodają otuchy utwierdzając w przekonaniu, że nie jestem sama. Wierzę, że cud będzie nas kiedyś także dotyczył i nie raz jeszcze wylejemy tutaj łzy szczęścia. Bo przecież Agnieszka też kiedyś pisała..." (...)Od ok pół roku noszę też na ręce czerwoną bransoletkę. Zwykły sznureczek, ale czerwony. I choć sama śmiałam się z osób, które wiążą w wózku dziecka, medalik z Matką Boską na czerwonej wstążce… to teraz już rozumiem. Wiem, że czasem chwytamy się rzeczy, w które sami nawet nie do końca wierzymy. Dlaczego? Bo jeśli nie zaszkodzą to może pomogą?? Bo tonący brzytwy się chwyta.
Były już modlitwy. I te zwykłe, najprostsze. I gorące jak żar. Był różaniec. Była litania do św Dominika… Może źle się modlę? Może za słabo? A może zbyt egoistycznie?? Nie wiem. Ale są dni, że nie mam najmniejszej ochoty już o nic prosić, i mam dość." a dziś jest w szpitalu w 38 tygodniu ciąży i czeka na swoją Maję. :-) Czyż to nie piękne? :-)
P.s. Teraz książeczka w ramach akcji "podaj dalej" poleci to Wężona :-)