czwartek, 2 stycznia 2014

monitorujemy

Jesteśmy w trakcie. Tzn. dziś wypada drugi dzień, na kiedy to lekarz zaplanował, że powinniśmy mocno się przytulać. Oznacza to, że jestem po zastrzyku, który miał na celu wywołanie pęknięcie pęcherzyka. Zastrzyk wykonałam sobie sama bo...
27 grudnia podczas USG u pana dr, okazało się że pęcherzyk jest jeszcze zbyt mały i powinnam przyjść na ponowne USG 30 grudnia. Niestety mieliśmy wcześniej zaplanowany wyjazd i ponowna wizyta u lekarza była niemożliwa. Lekarz zaproponował, że będziemy musieli poradzić sobie inaczej i wyliczył kiedy mam zrobić sobie zastrzyk - poniedziałek 30 grudnia o 15:00 - skąd taka dokładność??? :-)
Ponoć bazował na swoim wieloletnim doświadczeniu.
Teraz generalnie jesteśmy w fazie najprzyjemniejszej :-)... a od soboty czeka mnie branie progesteronu w żelu.
Tyle faktów.
A co do moich odczuć to nie jestem jakoś super zachwycona tym lekarzem. Nie wyczuwam, żeby był przejęty naszą sytuacją. Wywiad podczas pierwszej wizyty nie był szczegółowy i chyba jak na razie to pytał nas o najmniej informacji ze wszystkich lekarzy u jakich byliśmy. Być może jest aż takim fachowcem, że wystarczy jedno spojrzenie... a być może po prostu ... no nie wiem.
Na nic się nie nastawiam. Bardzo CHCĘ - to oczywiste - ale nie rozmyślam, nie doszukuję się, nie dorabiam.
Ogólnie zauważam, że mam trudność w pisaniu o naszej niepłodności. Nie mam w tym temacie tzw. "łatwego pióra", że o poczuciu humoru nie wspomnę.
Czytam blogi innych dziewczyn borykających się z tym samym problemem i widzę, że u mnie jest totalnie zimno, że są głównie fakty, że nie ma miejsca na luźne dywagacje.
A przecież prywatnie jestem zupełnie inna.

No nic... widocznie nic na siłę.
Czekamy i będziemy donosić co i jak.
Ciekawa jestem tylko swoich reakcji na progesteron. Po zastrzyku z Ovitrelle nie było mi nic. Zastrzyk jest absolutnie bezbolesny i nie wyczuwam żadnych skutków ubocznych.

Pozdrawiam Was wszystkie tym noworocznym wpisem i życzę aby wiadome marzenia spełniły się każdej z Was - już w tym roku :-)


6 komentarzy:

  1. Jeśli rzeczowe pisanie o tym i "zimny" wykaz faktów pomaga Ci wywalić z siebie w jakiejś części tę zołzę, niepłodność, to malinowo - o to chodzi. Twoje pisanie nie ma przecież służyć zabawianiu publiczności, nie musisz sypać dowcipami ani bawić się w kabareciarza. To tak a propos tego fragmentu o problemach z pisaniem na Twoim własnym blogu. Nic na siłę - jak sama zauważasz - nie ma co kreować tego swojego poletka na coś, co mogłoby stać się nieautentyczne. Ja w każdym razie przeczytałam wszystko od samego początku i kibicuję, że aż kciuki mi cierpną. Ale o tym przecież już wiesz...
    Efektywnego tanga-przytulanga;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie mam zamiaru nikogo zabawiać ale odczuwam brak ciepła w tym co piszę. To mnie nieco martwi ale skoro ma tak na razie być to niech będzie. Nie mam w tej sytuacji punktu odniesienia dla którego mogłabym generować ciepło. Może o to w tym chodzi. Ale ogólnie nie jest źle. :-) pozdrowienia i dzięki za wizytę

      Usuń
  2. Ja rowniez zycze Ci spelnienia - tego jednego Marzenia. Tylko i az jednego. Co do pisania - pisz tak jak czujesz, jak Ci odpowiada, bo moze nie jestes gotowa do zrobienia tego "na goraco", na odsloniecie sie bardziej. Choc to pomaga :-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo. Wiem jak terapeutyczne może być uzewnętrznienie się i w sumie właśnie to czynię. Czytając jednak swoje wpisy odczuwam, że jakoś to wszystko mało do mnie podobne, ale może to jakaś strona mnie samej, którą także dopiero poznaję. :-)
      pozdrowienia

      Usuń
  3. Przeczytałam całego bloga, wyczuwam ogromne podobieństwo w schemacie myślenia i przeżywania niepłodności... Ale w dużej mierze to normalne u nas, czyli kobiet pragnących każdego dnia doświadczyć tego cudu...
    Ostatnio podchodziłam do drożności i myślałam o wyniku dokładnie tak samo jak Ty. Gdyby okazało się, że moje jajowody są niedrożne wiedzielibyśmy że na naturalne poczęcie nie mamy szans a tak złudna nadzieja wciąż zaprząta głowę a może akurat się uda?
    Zostaję na dłużej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się i miło mi bardzo - to a propos zostania na dłużej :-)
      a co do reszty to wiadomo - niech nam się po prostu ziści :-)
      pozdrowienia

      Usuń