... to prawda stara jak świat.
Małe pieski, szczeniaczki są urocze, koźlątka, kociaki... kurczaczki. No wszyyystko.
Małe dzieci, niemowlaczki, dopiero co urodzone, miesięczne, dwumiesięczne a potem roczne też wzruszają i szczerze powiedziawszy mało znam ludzi, którzy by się w tym momencie ze mną nie zgodzili.
Moja miłość do wszystkiego co małe jest oczywista i tego nie trzeba tu udowadniać.
Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że ja uwielbiam nadal nawet cudze maluchy, mimo iż obserwuję problemy podczas staranie się o własne. Lubię wszystkie dzieci. Nie mam jeszcze /i oby się to nigdy nie przydarzyło/ niechęci do obcych pociech, do kobiet w ciąży. Ten rodzaj, całkiem zrozumiałej czasem, zazdrości, jest mi obcy.
Dziecięce uśmiechy, spontaniczne reakcje, zdziwienie i ciekawość. Są takie czyste, takie jeszcze pierwotne. Nie skażone strachem, uprzedzeniami.
Dopiero my - dorośli - wychowując je w jak najlepszej wierze, ale często bywa, że zupełnie nieświadomie chcąc ukształtować młodego człowieka na mądrego, inteligentnego, bystrego, nietuzinkowego... krok po kroku "zabijamy" w dzieciach to, co mają najcenniejsze od samego początku.
To wielka sztuka aby wychowywać z ogromną uwagą ale bez ciśnieniowania, z poczuciem wolności ale nadając jej zdrowe ramy.
Ha ... ja to się mogę na razie wymądrzać. Ciekawe jak to będzie, gdy przyjdzie mi kiedyś słowa wprowadzić w czyny. Marzę o tym już teraz NOW.
Małe pieski, szczeniaczki są urocze, koźlątka, kociaki... kurczaczki. No wszyyystko.
Małe dzieci, niemowlaczki, dopiero co urodzone, miesięczne, dwumiesięczne a potem roczne też wzruszają i szczerze powiedziawszy mało znam ludzi, którzy by się w tym momencie ze mną nie zgodzili.
Moja miłość do wszystkiego co małe jest oczywista i tego nie trzeba tu udowadniać.
Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że ja uwielbiam nadal nawet cudze maluchy, mimo iż obserwuję problemy podczas staranie się o własne. Lubię wszystkie dzieci. Nie mam jeszcze /i oby się to nigdy nie przydarzyło/ niechęci do obcych pociech, do kobiet w ciąży. Ten rodzaj, całkiem zrozumiałej czasem, zazdrości, jest mi obcy.
Dziecięce uśmiechy, spontaniczne reakcje, zdziwienie i ciekawość. Są takie czyste, takie jeszcze pierwotne. Nie skażone strachem, uprzedzeniami.
Dopiero my - dorośli - wychowując je w jak najlepszej wierze, ale często bywa, że zupełnie nieświadomie chcąc ukształtować młodego człowieka na mądrego, inteligentnego, bystrego, nietuzinkowego... krok po kroku "zabijamy" w dzieciach to, co mają najcenniejsze od samego początku.
To wielka sztuka aby wychowywać z ogromną uwagą ale bez ciśnieniowania, z poczuciem wolności ale nadając jej zdrowe ramy.
Ha ... ja to się mogę na razie wymądrzać. Ciekawe jak to będzie, gdy przyjdzie mi kiedyś słowa wprowadzić w czyny. Marzę o tym już teraz NOW.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz