... że każda z nas, która pragnie dziecka, chciałaby zajść w ciążę w sposób naturalny, bez większych przeliczeń, rozliczeń, kalkulacji... to chyba nic wielkiego, że pragniemy aby stało się to w komfortowej sytuacji, powiedzmy w zaciszu domowym /lub też nie :-)/ bez wtajemniczania w ten proces osób trzecich.
Nam się udało... dwa lata temu. W zasadzie miesiąc po tym jak nasze dwa samotne serca połączyły się jedną całość, pewnego poranka ... wręczyłam Pe test ciążowy a na nim widniały dwie śliczne kreseczki. Był szok, było niedowierzanie choć... może ktoś się zdziwi, było to w zasadzie zaplanowane. Od początku wiedzieliśmy czego chcemy, że chcemy tego razem i właśnie teraz tzn. wtedy.
Radość i szczęście trwały krótko.
Lekarze obliczyli ciążę na 9 tygodni i właśnie tyle miała ona, gdy padło sakramentalne i nieodwracalne... "ciąża obumarła".
Będę do tego jeszcze wracać bo nie chcę teraz wprowadzać w moje słowa zbyt wielu emocji.
Tymczasem mija drugi rok naszych ponownych starań. No i nic.
Przechodziłam już... pełen luz, lekki stres, potem znów luz... potem niechęć do zbliżeń, następnie chwilowy szał, który przeszedł w normalność, potem znów milion znaków zapytania... a teraz po prostu uznałam, że potraktuję to jako projekt. Staje się ten temat częścią mojego życia. Chcę poznać bliżej siebie, poznać swoje ciało, jego mocne i słabe strony, procesy, zawiłości i zależności ale przede wszystkim chcę dowiedzieć się dlaczego nic się w tej materii nie dzieje i co zrobić aby dziać się zaczęło.
Tyle kobiet i mężczyzn także, piszą blogi o początkach ciąży, o jej przebiegach, często komplikacjach. Są to wspaniałe źródła wiedzy, towarzyszą temu niepowtarzalne emocje i wzruszenia a często czyta się te relacje z wielkim uśmiechem na twarzy bowiem... jest to przecież czas wielkiej radości, oczekiwania ale i niewiadomej.
Ja nie chcę żeby tu było smutno.
Przecież ten projekt to nasza ptaszyna, która prędzej czy później i tak do nas przyfrunie.
Chcę pisać, dokumentować ale i dzielić się wiedzą oraz szukać jej także u innych.
no to by było na tyle, na początek
Nam się udało... dwa lata temu. W zasadzie miesiąc po tym jak nasze dwa samotne serca połączyły się jedną całość, pewnego poranka ... wręczyłam Pe test ciążowy a na nim widniały dwie śliczne kreseczki. Był szok, było niedowierzanie choć... może ktoś się zdziwi, było to w zasadzie zaplanowane. Od początku wiedzieliśmy czego chcemy, że chcemy tego razem i właśnie teraz tzn. wtedy.
Radość i szczęście trwały krótko.
Lekarze obliczyli ciążę na 9 tygodni i właśnie tyle miała ona, gdy padło sakramentalne i nieodwracalne... "ciąża obumarła".
Będę do tego jeszcze wracać bo nie chcę teraz wprowadzać w moje słowa zbyt wielu emocji.
Tymczasem mija drugi rok naszych ponownych starań. No i nic.
Przechodziłam już... pełen luz, lekki stres, potem znów luz... potem niechęć do zbliżeń, następnie chwilowy szał, który przeszedł w normalność, potem znów milion znaków zapytania... a teraz po prostu uznałam, że potraktuję to jako projekt. Staje się ten temat częścią mojego życia. Chcę poznać bliżej siebie, poznać swoje ciało, jego mocne i słabe strony, procesy, zawiłości i zależności ale przede wszystkim chcę dowiedzieć się dlaczego nic się w tej materii nie dzieje i co zrobić aby dziać się zaczęło.
Tyle kobiet i mężczyzn także, piszą blogi o początkach ciąży, o jej przebiegach, często komplikacjach. Są to wspaniałe źródła wiedzy, towarzyszą temu niepowtarzalne emocje i wzruszenia a często czyta się te relacje z wielkim uśmiechem na twarzy bowiem... jest to przecież czas wielkiej radości, oczekiwania ale i niewiadomej.
Ja nie chcę żeby tu było smutno.
Przecież ten projekt to nasza ptaszyna, która prędzej czy później i tak do nas przyfrunie.
Chcę pisać, dokumentować ale i dzielić się wiedzą oraz szukać jej także u innych.
no to by było na tyle, na początek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz